wtorek, 14 lutego 2017

Rozważne i romantyczne [Walentynki 2017]




Dziś zapraszam Was na walentynkowy post, w którego przygotowaniu pomogły mi znajome autorki i blogerki. Opowiadamy o książkowych facetach, których chciałybyśmy ożywić, z którymi mogłybyśmy spędzić resztę życia!



Którego z męskich bohaterów chciałabym ożywić? Z pewnością świetnie bawiłabym się w ramionach kilku wyrafinowanych amantów, a przykładem tej romantycznej fantazji byłby chociażby Gideon Cross, wykreowany piórem Sylvii June Day. Ten wiejący erotyzmem pan z pewnością poprawiłby mi humor i rozbudził niejedne zmysły, ale nie stawiam go w roli faworyta. Typuję bowiem kogoś mniej oczywistego, wymykającego się wszelkim zasadom romantyzmu i sprawnie balansującemu na granicy zdrowego rozsądku. Harry Hole – męski twór Jo Nesbø – nie byłby dla mnie partnerem idealnym, ale byłby prawdziwym wyzwaniem. Jego mroczny i pozbawiony skrupułów charakter intryguje, ale ten bohater to także niebywała męskość, odwaga i waleczność. Tak stanowcze cechy sprawiają, że widzę w nim mężczyznę, który nie bałby się stanąć w mojej obronie i chociaż jego decyzje potrafią krzywdzić bliskie mu otoczenie, to właśnie jego chciałabym ożywić najbardziej.



autorka "Między prawami. Polowanie na wilka"

Literackich, przelotnych miłości miałam wiele. Nie zabrakło wśród nich Heathcliffa i Darciego. Oh, pan Darcy! Jak myślę o nich teraz, okazuje się, że były to miłości burzliwe i przemijające. Może jestem wybredna, ale w tych męskich kreacjach „zakochuję” się na odległość – nie wytrzymałabym z nimi na co dzień. Jest jednak jeden, który został w moim sercu po dzisiejszy dzień i mogę wyobrazić nas sobie pod jednym dachem. Michał Wołodyjowski. Chyba niezmiennie urzeka mnie prawdziwa rycerskość, która w dzisiejszym świecie jest na wymarciu. Czy jest coś bardziej urokliwego niż gotowość oddania życia za ukochaną, Boga i Ojczyznę? Dla mnie nie. No i przy tym wszystkim – mistrz fechtunku!




Kiedy Paula zaprosiła mnie do tego wpisu odpowiedź wydawała się oczywista. Pan Darcy! Moja miłość odwieczna. Jednak gdy usiadłam i się zastanowiłam wybór był zgoła inny. Myślę, że chciałabym ożywić Włóczykija. Nie tylko dlatego, że mogłabym też poznać Mamę Muminka, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo lubiłam tę postać. Idealne związki nie istnieją, ale myślę, że ten samotnik pasuje do mnie. Już wyobrażam sobie nasze plecaki wypakowane po brzegi i wspólne podróże. Czasem wesoło gaworząc, chociaż jego o wesołość byśmy nie podejrzewali, czasem w zupełniej ciszy, czyli tak jak lubię najbardziej. Może zamiast księcia z bajki powinnyśmy szukać takich Włoczykijów?


Magdalena Majcher
autorka "Jeden wieczór w Paradise" oraz "Stan nie! błogosławiony"

Początkowo miałam zamysł, aby wypowiedzieć się w dyskusji, która odbija się czkawką kolejnym pokoleniom kobiet, i raz na zawsze rozstrzygnąć kogo wybierają panie: Skrzetuskiego czy Bohuna. Doszłam jednak do wniosku, że mogę narobić nam więcej szkody, niż pożytku, kiedy do naszych mężczyzn dotrze, iż kobiety wolą zimnych drani z niebezpiecznym błyskiem w oku, dlatego zdecydowałam się poruszać po bezpieczniejszym gruncie i opowiedzieć o moich ulubionych męskich bohaterach, stworzonych przez koleżanki po fachu, pewnie poruszające się po gruncie szeroko rozumianej literatury kobiecej. No właśnie. Zazwyczaj myśląc o literaturze obyczajowej, postrzegamy ją przez pryzmat kobiet. A co z męskimi bohaterami? Czy mogłabym z jednym z nich pójść na randkę i świetnie się bawić?

Cóż. Zacznę może od tego, że, aby stworzyć ideał mężczyzny, musiałam rozebrać (sic!) kilku bohaterów i stworzyć zupełnie nową postać. Mogłabym się umówić na randkę z facetem (oczywiście, tylko wtedy gdybym nie była mężatką!), którego zainteresowania, zupełnie jak Macieja Tarskiego, bohatera najnowszej powieści Agaty Kołakowskiej, „Kolejny rozdział”, są tożsame z moimi. Tarski jest redaktorem w wydawnictwie! Wyobrażacie sobie tę dyskusję na temat książek do białego rana? Idźmy dalej. Niestety (a może stety?) mam wiele wspólnego z bohaterką komedii romantyczno-kryminalnej Joanny Szarańskiej, „I że ci nie odpuszczę”, Kaliną. Kłopoty po prostu mnie uwielbiają, a wszystko przez moje roztrzepanie i rozkojarzenie. Przydałby się taki Marek, który, w razie potrzeby, wyciągnąłby z tarapatów i nie krzyczał tak głośno, że znowu wpakowałam się w niezłą kabałę… Kiedy już nasza znajomość zaowocowałaby ciążą, dobrze byłoby, gdyby przyszły ojciec był tak zaangażowany w jej przebieg, jak Kosma, którego do życia powołała Natasza Socha w „Dziecku last minute”. Nie może być zbyt nudno, dlatego sięgnę też do świata kryminału. Wiktor Forst mógłby zarazić miłością do gór nawet taką zapaloną miłośniczkę morskich klimatów jak ja… Po tych wszystkich szaleństwach dobrze byłoby, gdyby mój mężczyzna zajął się, tak zwyczajnie, mną i naszymi dziećmi. Zadbał o nasz byt i, tak po prostu, był ze mną mimo wszystkich przeciwności losu i tych gorszych chwil, zupełnie jak niedoceniony bohater bestsellerowej serii Katarzyny Puzyńskiej – Marek Zaręba.

No nic. Wracam do rzeczywistości, która też jest całkiem niezła. ;)




Bohaterem literackim, którego uwielbiam i cenię niezrównanie jest nie kto inny, jak George Knightley, bohater „Emmy” autorstwa boskiej Jane Austen. O ile to Pan Darcy pozostaje ulubieńcem większości czytelniczek, to właśnie Pan Knightley porwał moje serducho i od pierwszych stron powieści wiedziałam, że to książkowa miłość na zawsze i na wieki.

To dżentelmen z krwi i kości – jest grzeczny, sympatyczny, otwarty na wszystkich. To ten typ duszy towarzystwa, który wcale nie musi świecić najjaśniejszą z gwiazd, a i tak każdy czuje się przy nim doceniony. Zawsze wie, co powiedzieć i jak to powiedzieć, nie raniąc nikogo.

Nie muszę pewnie wspominać, że to doskonały partner dla nieco niedoskonałej partnerki. Potrafi być jej najlepszym przyjacielem, bo wobec jest niej zawsze szczery, czasami nawet do bólu. Potrafi być także jej idealnym towarzyszem życia, bo kocha ją ponad wszystko. Razem uzupełniają się tak jak tylko George i Emma potrafią.

Pana Knightleya nie muszę już ożywiać, bo tak się składa, że taki mężczyzna został właśnie towarzyszem mojego życia – największym przyjacielem i Ukochanym.
A „Emmę” niezmiennie polecam!



Agnieszka Opolska
autorka "Anna May" oraz "Róża"

Śmiałyśmy się z moją przyjaciółką artystką, że najlepszy facet dla malarki to facet z obrazu. Najlepszy facet dla pisarki to facet, którego sobie napiszesz. Czy ja napisałam sobie mężczyznę idealnego? Zaraz odpowiem na to pytanie, ale najpierw cofnę się sentymentalnie w czasie, bo mam ochotę wspomnieć męskich bohaterów, w których byłam zakochana… Gilbert Blythe z „Ani z Zielonego Wzgórza”. Wzdychałyśmy do Gilberta razem z Anką jak dwie kretynki, ale jak sobie dziś próbuję przypomnieć, co on takiego w sobie miał, to zabij mnie, nie wiem! Kolejną moją książkową miłością był Rhett Butler z „Przeminęło z wiatrem”. Kiedy komuś mówię, że w podstawówce przeczytałam dwukrotnie trzy tomy tej książki, to się puka w głowę. No, co ja mam odpowiedzieć? Rhett był boski: niegrzeczny, wiedział, czego chce, przystojny, miał poczucie humoru, potrafił kobietę wziąć w ramiona, a potem też wiedział co z nią zrobić ;) A na koniec okazało się, że nadaje się również do stworzenia rodziny. Po prostu facet marzeń każdej kobiety! Takie hybrydy to jak łączenie wody z ogniem – w rzeczywistości kończą się męską kałużą. Ale w książce to co innego, tutaj dzieją się cuda, to alchemia, w wyniku której powstaje mężczyzna idealny: brutalny romantyk; umięśniony mega inteligent; poważny dowcipniś. No, sami powiedzcie – najlepszy facet dla pisarki to facet z książki.
Ja sobie napisałam Northona. Adam Northon z „Anny May”, pół Belg, pół Amerykanin, genialny malarz, outsider, tajemniczy i męski typ. Wie, czego chce, tytan pracy. Kiedy spojrzy na kobietę, to ta nie może nadążyć z łykaniem śliny. Idealny kochanek. Jedno czego nie wiemy o Northonie to to, czy sprawdziłby się w prawdziwym związku. Chyba jednak muszę napisać drugą cześć „Anny May”. Tęsknię za Northonem!





Nad wytypowaniem mojej jedynej książkowej miłości długo rozmyślać nie musiałam – wybór był oczywisty. Po raz kolejny padło na drania, który kochałby bardziej niż ktokolwiek inny, ale jego uczuciowe wyparcie i niechęć zaangażowania w związek osiągają tak wysoki poziom, że ciężko je przeskoczyć. Z jednej strony stara się, bo w głębi duszy chce się związać i założyć rodzinę, a z drugiej za bardzo się boi, żeby ryzykować. Nie daje po sobie poznać słabości, bo przecież jest typowym samcem, któremu nie przystoi jej okazywać – nie przystoi przyznawać się do słabości. Ale im cięższa i trudniejsza droga do zdobycia takiego kochanka, tym większe zaangażowanie w przyszłości, więc warto powalczyć.
Postać Andrzeja Krzyckiego, bo to właśnie o nim mowa, kojarzy mi się głównie z męskością (jakże by inaczej), ale też z ciętym językiem, specyficznym poczuciem humoru i uszczypliwością. Na dzień dzisiejszy nasza miłość „na odległość” kwitnie w najlepsze, chociaż obawiam się, że w starciu w rzeczywistości moglibyśmy się ostatecznie pozabijać. W każdym razie byłoby ciekawie!





Koniecznie dajcie znać, czy macie jakiś swoich książkowych bohaterów, których chcielibyście ożywić! No i oczywiście życzę Wam cudownych Walentynek ♥


5 komentarzy:

  1. Widzę, że Paula z Rude recenzuje również poszła kryminalnym szlakiem :) Dziękuję za możliwość udziału w zabawie. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba najlepsza zachęta do serii pana Zajasa, serio! Mnie czasem trzeba podać takie smaczki :)
    Najbardziej zaskoczył mnie wybór Marty z bloga Na regale u Marty Mrowiec - Włóczykij, cóż za oryginalna męska postać!
    Cały wpis czytało mi się bardzo przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to ja idąc tropem Jane Austen powiem - tylko kapitan Wentworth, bohater "Perswazji" :)

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.